Grr! Dzisiaj przydażył mi się jeden z tych okropnych dni kiedy wydaje mi się, że wszystko zmówiło się przeciwko mnie. Tak naprawdę wszystko zaczeło się już wczoraj – bezsenną nocą. Po niej nastąpił ponury, zimny poranek i okazało się, że zabrakło mi wody mineralnej a z wodą w kranie coś się stało. Co, nie wiem, ale moja poranna kawa smakowała obrzydliwie! Potem okazało się, że nie została jeszcze rozwiązana sprawa strajku pracowników poczty (limbo trwa już prawie dwa tygodnie i poczta dochodzi albo nie – do mnie nie dochodzi bo mam nieszczęście mieszkać w okręgu pełnym zatwardziałych związkowców, którzy sobie strajkują nieleglnie). Jakby tego było mało okazało się, że nie działa mi Internet. Kiedy, po ponad trzech godzinach bycia przełączaną z linii (płatnej) na linię (jeszcze wyżej płatną!) i pouczaną przez aroganckich pracowników siedzących centrum obsługi klienta gdzieś w Azji, okazało się, że od początku miałam rację i że już dawno powinnam być w zupełnie innym miejscu, dotarcie do którego okazało się całkowitym fiaskiem bo funkcjonowanie metra zawieszono z powodu wypadku na jednej ze stacji…
A potem kiedy Internet zaczął funkconować moim oczom ukazało się monstrum…
Jak widać są takie dni kiedy nawet Louboutin nie poprawi człowiekowi humoru
PS dla koneserów wędkarstwa: “Pisces” można ‘złowić’ na Bluefly za niebagatelne $768 (po obniżce!)
Wszystkie Czytelniczki przepraszam za dzisiejszą niobecność “Kto to nosi?”. Ze względu na brak Internetu i późniejsze denerwujące zdarzenia nie miałam czasu przygotować nowej zagadki. Ale obiecuję, że już jutro będziecie mogły przetestować swoją ‘akcesoryjną’ wiedzę.
0 Odpowiedzi do “Wstrętny dzień”