Wstrętny dzień
październik 16, 2007
Grr! Dzisiaj przydażył mi się jeden z tych okropnych dni kiedy wydaje mi się, że wszystko zmówiło się przeciwko mnie. Tak naprawdę wszystko zaczeło się już wczoraj - bezsenną nocą. Po niej nastąpił ponury, zimny poranek i okazało się, że zabrakło mi wody mineralnej a z wodą w kranie coś się stało. Co, nie wiem, ale moja poranna kawa smakowała obrzydliwie! Potem okazało się, że nie została jeszcze rozwiązana sprawa strajku pracowników poczty (limbo trwa już prawie dwa tygodnie i poczta dochodzi albo nie - do mnie nie dochodzi bo mam nieszczęście mieszkać w okręgu pełnym zatwardziałych związkowców, którzy sobie strajkują nieleglnie). Jakby tego było mało okazało się, że nie działa mi Internet. Kiedy, po ponad trzech godzinach bycia przełączaną z linii (płatnej) na linię (jeszcze wyżej płatną!) i pouczaną przez aroganckich pracowników siedzących centrum obsługi klienta gdzieś w Azji, okazało się, że od początku miałam rację i że już dawno powinnam być w zupełnie innym miejscu, dotarcie do którego okazało się całkowitym fiaskiem bo funkcjonowanie metra zawieszono z powodu wypadku na jednej ze stacji…
A potem kiedy Internet zaczął funkconować moim oczom ukazało się monstrum…
Jak widać są takie dni kiedy nawet Louboutin nie poprawi człowiekowi humoru
PS dla koneserów wędkarstwa: “Pisces” można ‘złowić’ na Bluefly za niebagatelne $768 (po obniżce!)
Wszystkie Czytelniczki przepraszam za dzisiejszą niobecność “Kto to nosi?”. Ze względu na brak Internetu i późniejsze denerwujące zdarzenia nie miałam czasu przygotować nowej zagadki. Ale obiecuję, że już jutro będziecie mogły przetestować swoją ‘akcesoryjną’ wiedzę.
Brzydactwo tygodnia: Historia krótka, jak Dr. Marten’s spotkał botka
wrzesień 18, 2007
Niby wszystko w nim jest tak jak powinno, lakierowana skóra, fason (krótki botek), koturn… Ale efekt końcowy nie zachwyca. A przecież wystarczyło nie dodawać do niego tej topornej, Dr. Marten’s-owskiej podeszwy i lakierowany bootie Chloe choć bardziej pospolity byłby może mniej wstrętny. No cóż, widocznie następca Phoebe Philo - Paulo Melim Andersson, wciąż jeszcze szuka “nowego kierunku w rozwoju marki”… 
Buty kosztują $755 i (chociaż niektórzy uważają, że pasowały by tylko Darth Vaderowi), w Saksie już ich zabrakło.
Brzydactwo tygodnia: Buty z plasteliny
czerwiec 25, 2007
Nie wiem dlaczego, być może przez te okropne guziki, ale moją pierwszą myślą po zobaczeniu tych butów było: “Yyyh! Te buty wyglądają jak ulepione!”

Winna paskudztwa jest firma Irregular Choice, kiedyś specjalista od oryginalnych i pełnych uroku butów - obecnie producent pokracznych (i, wierzcie mi, okropnie niewygodnych!) paskudztw.
Jeśli jednak chcielibyście zadać szyku w Plastelinowym Królestwie to powyższe buty są dostępne na wyprzedaży w e-sklepie Shuch, w cenie £40.
Brzydactwo tygodnia: Nie wyrzucaj starego hamaka! Zaoszczędzisz £280!
czerwiec 14, 2007
Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze chciałam mieć torbę, która wygląda jak zrobiona z odpadków znalezionych na plaży po przypływie… Nie miałbym szansy prześć przez ulicę niezauważona! Personifikacja ‘Boho Chic’ (z akcentem na ‘Boho’? A może raczej na ‘Hobo’?)

Żarty, żartami… Ale nie bardzo rozumiem jak ktokolwiek mógł uznać, że sznurek , piórka i drewniane koraliki są odpowiednimi materiałami na torbę dla osoby powyżej 10 roku życia… A już zupełnie nie rozumiem kilentów Net-a-Porter, skłonnych zapłacić £280 za to pomarańczowe paskudztwo wyprodukowane przez firmę Binetti…
Brzydactwo tygodnia: Crocs
czerwiec 6, 2007
Dzisiejszy dzień jest zdominowany przez brzydkie buty. W pierwszym z cyklu postów poświęconym tym mniej pięknym dodatkom, przedstawiam Wam nie tyle ‘Brzydactwo tygodnia’ co ‘Brzydactwo roku’: Crocs.

Te paskudne przypominające krokodyla (stąd ich nazwa) gumowe sandały wymyślone zostały w ‘Krainie Wygody’, czyli USA. Pierwotnie miały one służyć jako buty do prac ogrodowych (odszlamiania stawu, podlewanie trawnika, itd…) Niestety, okazało się, że Crocs są wygodne i zaczeło się… Crocs podbiły, gotową poświęcić estetykę dla wygody Amerykę i podbijają świat. Zalały już wszystkie kraje anglosaskie a ostatnio pojawiły się nawet na modnej paryskiej ulicy Rue des Francs-Bourgeois. Jeśli chodzi o mnie to chociaż, jak większość z nas, nie lubię nosić szpilek w upały przekraczające 30 stopni, zamiast wkładać stopę w paszczę krokodyla; wolę pozostać przy wypróbowanych i (moim zdaniem) o wiele ładniejszych Birkenstockach.
W Ameryce Crocs kosztują $29.99, w Wielkiej Brytanii £28.95 a we Francji €46. W Polsce ich cena wynosi 149PLN i, jeśli chcecie, możecie je nabyć na Swimshop.pl.
Jeśli zaś, tak jak ja, nie należycie do fanów Crocs’ów, Manolo the Shoeblogger prowadzi nieustanną ‘kampanię’ przeciwko temu ‘obuwniczemu horrorowi’ ;).